Lem może rozczarować czytelnika, który zacznie od którejś z jego gorszych książek lub będzie w jego dziełach szukał oszałamiających przygód, pewnych prognoz na przyszłość, czy też wiedzy naukowej zgodnej z najnowszym stanem badań. Nadal może nas jednak zachwycić jako twórca ciekawych światów, naukowych żarcików dla wtajemniczonych oraz historii przygodowych w starym, nieco refleksyjnym stylu.

lem dyskusja nosfera druga era klub fantastyki poznań pyrkon

Zgodnie z zapowiedzią, w naszej pierwszej dyskusji w „Noosferze” chcieliśmy odbrązowić Stanisława Lema. Niby nic nowego, ale chyba warto wracać do tego tematu, bo twórczość autora „Solaris” często jest przywoływana w dyskusjach fantastów jako nietykalna klasyka i absolutna doskonałość, przy czym można czasem odnieść wrażenie, że nikt nie pamięta, dlaczego właściwie Lem „wielkim pisarzem był”. My postanowiliśmy sobie o tym przypomnieć – odrobinę tę tezę kwestionując.

Pierwszy raz z Lemem

Przypominanie zaczęliśmy od przywołania naszych pierwszych spotkań z twórczością pisarza. Praktycznie każde z nas zaczęło od innej książki: pojawiły się takie tytuły, jak „Eden”, „Powrót z gwiazd”, „Opowieści o pilocie Pirxie”, „Solaris”, „Astronauci” i „Bajki robotów”. Wielu z nas, to pierwsze zetknięcie wspomina pozytywnie, ale były i wspomnienia bardzo negatywne. Chodziło głównie o niewłaściwy dobór tekstów Lema w kanonie lektur szkolnych – zdaniem niektórych dyskutantów, w tym wieku trudno było przełknąć narzucone przez kanon teksty (w zależności od rocznika – „Bajki robotów” lub „Opowieści o pilocie Pirxie”), a zmuszeni do lektury Lema uczniowie mogli zrazić się i do samego pisarza, i do fantastyki jako takiej.

Przy okazji wspominania wrażeń z lektury poszczególnych powieści Lema, zgodziliśmy się, że podczas gdy w fandomowych dyskusjach często jest on traktowany jako geniusz-monolit, w rzeczywistości jest pisarzem dość nierównym. Utworom, które są naprawdę godne uwagi towarzyszą dzieła, które bądź to są ogólnie średniej jakości, bądź to się zestarzały i nie wzbudzają już zainteresowania. Co gorsza, jeśli czytelnik zacznie lekturę Lema od któregoś z tych mniej reprezentatywnych dzieł, może przez niekorzystne pierwsze wrażenie zrazić się do całej twórczości pisarza. A które uznaliśmy za reprezentatywne? Jako polecanki dla czytelników nieobeznanych i/lub nieprzekonanych do twórczości Lema, uczestnicy wymienili „Kongres futurologiczny”, „Wizję lokalną”, „Fiasko”, „Powrót z gwiazd”, „Pokój na Ziemi” oraz „Niezwyciężonego”.

„Czepiamy się” Lema

Ponieważ, za T.S. Eliotem, przyjęliśmy, że o wielkości pisarza świadczy szerokość spojrzenia na ludzkie życie, zaczęliśmy się „czepiać” Lema o te sfery życia, które opisuje oszczędnie lub w ogóle ignoruje.1 Na pierwszy ogień poszedł jego materializm i ubóstwo wątków duchowych w jego powieściach. Pojawiła się myśl, że niezależnie od tego, czy ktoś jest wierzący czy nie, elementy duchowe stanowią istotny element ludzkiej egzystencji i nieuwzględnianie ich zubaża twórczość Lema. Pomijanie wątków religijnych to, zdaniem części dyskutantów, pominięcie części ludzkich doświadczeń. (Jako kontrę dla tezy o nieobecności pierwiastków duchowych, część zebranych przytoczyła jednak przykład “Fiaska” z jego wątkami metafizycznymi.)

Nieobecność tej tematyki może rekompensować fakt, że dla Lema bogiem była nauka, która w jego dziełach, jak pełnoprawny byt metafizyczny, zarówno tworzy, jak rozwiązuje problemy. Z twórczości Lema przebija wiara w naukę i naukową wytłumaczalność świata. I tu jednak część uczestników wskazała na pewien niedosyt. Podejście Lema do nauki zostało przez część zebranych określone jako pozytywistyczno-anachroniczne. Choć światopogląd naukowy zajmuje ważne miejsce w twórczości autora „Solaris”, jego staromodne podejście do sprawy, błędy rzeczowe i fakt starzenia się opisanej w jego książkach wiedzy sprawiają, że współczesny miłośnik nauki może nie znaleźć u Lema tego, czego szuka. Jak skonstatowała część uczestników, zdecydowanie można cenić Lema za przymioty literackie, takie jak język, ale nie za wiedzę naukową.

Innym „wielkim nieobecnym” tematem w twórczości Lema są uczucia i relacje międzyludzkie; często przywołuje się też niedobór dobrze napisanych postaci kobiecych w jego książkach. Jeden z dyskutantów zauważył jednak, że nawet gdyby kobiecych bohaterek było więcej, z perspektywy etycznej (na którą powołują się zwolennicy sprawiedliwej reprezentacji płci w tekstach kultury) nic by to nie dało, a to ze względu na filozofię, której w swoich książkach hołdował Lem. Podczas bowiem gdy piewcy reprezentacji wydają się optymistycznie uważać, że człowiek jest z natury dobry i wystarczy zlikwidować podziały i niesprawiedliwości wynikające z nietolerancji, by zapewnić ludzkości względne szczęście i harmonię, Lem był pesymistą i mizantropem w starym, oświeceniowym stylu. O człowieku miał generalnie bardzo złe zdanie – myślał o nim jako o małpie, która dostaje coraz większą brzytwę i robi przy jej pomocy coraz większe szkody. Fakt, że w prozie Lema mało jest bohaterów zróżnicowanych płciowo czy etnicznie, niewiele zmienia – hipotetyczna czarnoskóra astrogatorka umieszczona, w którymś z Lemowych uniwersów nie byłaby ambasadorką równości i antropologicznego optymizmu, ale, zapewne, niestety takim samym ludzkim szkodnikiem, jak ci wszyscy biali mężczyźni, którzy aż w nadmiarze pojawiają się na kartach powieści Lema.

Za prof. Jarzębskim stwierdziliśmy, że przyjrzymy się twórczości Lema z perspektywy trzech różnych grup odbiorców.2 Znany literaturoznawca pisze, że przez czytelnika masowego Lem traktowany jest jako twórca niezrównanych „przygodówek”, przez czytelnika-naukowca – jako erudyta śmiało wkraczający w specjalistyczne dziedziny i zdolny do podjęcia debaty z ekspertami, natomiast przez czytelnika-miłośnika SF – jako autor fascynujących uniwersów, które wręcz przysłaniają same fabuły powieści.

Czy rzeczywiście czołobitna wizja prof. Jarzębskiego była zgodna z naszymi wrażeniami? Jeśli chodzi o domniemanego czytelnika masowego, który miałby zachwycać się Lemem jako twórcą rozrywkowych powieści przygodowych, zgodziliśmy się, że dziś nikt już chyba w ten sposób Lema nie czyta. Jego powieści można było traktować jak prozę rozrywkową w czasach, gdy spełniały one rolę przysłowiowego octu na półkach PRL-owskich sklepów, jednak dziś, gdy mamy dużo większy wybór i krajowych, i zagranicznych utworów stricte przygodowych, nie musimy szukać na siłę wartkiej akcji i popkulturowych wrażeń w napisanych na dawną modłę i tak naprawdę bardziej refleksyjnych, niż przygodowych utworach Lema. Choć jednak zdeklasowaliśmy książki Lema pod względem wpasowania się we współczesne wzorce skutecznej literatury rozrywkowej, doceniliśmy fakt, że są one, w stosunku do współczesnej przygodowej pulpy, dużo bardziej oryginalne. W dobie literatury rozrywkowej zbudowanej z gotowych „klocków” i obniżonego progu plagiatu w fantastyce (jeśli współczesny pisarz fantastyczny wykorzysta w swoim utworze np. prawa robotyki Asimova, to prędzej zostanie to docenione jako trzymanie się kanonu, niż skrytykowane jako kopiowanie pomysłu), utwory Lema, którym bliżej do twórczości Josepha Conrada niż do pisanych seryjnie kosmicznych nawalanek, warto docenić za jednostkowość.

Jeśli chodzi o rzekomy podziw czytelników „z branży” wobec Lemowej myśli naukowej, to skrytykowaliśmy tę wizję już na początku, dochodząc do wniosku, że Lem w dziedzinie nauki nie wyszedł merytorycznie poza inteligentnego naukowca-amatora z dużą intuicją. Przyznaliśmy jednak, że jeśli zamiast szukać powodów do erudycyjnego podziwu, skupimy się na utworach Lema jako na źródle okołonaukowej rozrywki, takich „mrugnięć oczkiem” do osób, które co nieco znają się na naukach ścisłych, najprawdopodobniej znajdziemy to, czego szukamy. Jeden z uczestników przywołał wspomnienie ze swoich lat studenckich (na uczelni technicznej), gdzie podczas co nudniejszych wykładów wielu studentów umilało sobie czas czytaniem Lema, zapewne traktując jego fabuły na podobnej zasadzie, na jakiej traktuje się branżowe memy i dykteryjki, w pełni zrozumiałe tylko dla wtajemniczonych i przez to tym atrakcyjniejsze.

Fałszywy prorok?

Przy okazji omawiania warstwy naukowej książek Lema, porozmawialiśmy też o jego domniemanych talentach futurologicznych. Rzeczywiście, można mieć wrażenie, że w swoich książkach przewidział on pewne zjawiska (przykładem popularny niedawno fragment „Powrotu z gwiazd” opisujący optron – urządzenie przypominające dzisiejszy czytnik e-booków). Stwierdziliśmy jednak, że i tu stawianie Lemowi pomników jako prorokowi jest przesadą. On po prostu opisywał prawdopodobny świat i zdarzało się, że jego intuicja, podbudowana wiedzą naukową, podpowiadała obrazy lub zdarzenia, które w przyszłości okazały się mieć miejsce w podobnym kształcie. Trochę szkoda, że Lem nie tworzył po angielsku, a jego utwory ukazały się “za wcześnie”, przez co świat nie poznał w porę jego oryginalnych koncepcji wyprzedzających epokę, takich jak wspomniany wcześniej optron, wszechmocniki (sztuczne inteligencje), fantomatyka (wirtualna rzeczywistość) czy nekrosfera (nanotechnologia). Zgodziliśmy się jednak, że fakt posiadania czy nieposiadania talentu do przewidywania kierunku postępu technologii nie przesądza o wartości książek Lema – czy jakiejkolwiek literatury. Przywołano przy tej okazji myśl Ursuli K. Le Guin, że zadaniem pisarza jest przede wszystkim przekonująco kłamać.

A to akurat Lemowi wychodziło świetnie, zgodziliśmy się prawie wszyscy, potwierdzając tym samym trzecią tezę prof. Jarzębskiego – że miłośnicy science-fiction cenią Lema szczególnie jako światotwórcę. Tu nie mieliśmy wątpliwości, że co by o Lemie nie powiedzieć krytycznego, z pewnością był on twórcą opisującym oryginalne i spójne światy.

Podobnie, pomimo początkowych krytycznych uwag pod względem wielkości Lema jako pisarza, znaleźliśmy kilka cech, które uważamy za przesądzające o wielkości danego twórcy, a które Lem naszym zdaniem posiada. Oprócz wspomnianej już wcześniej pisarskiej intuicji, oryginalności czy szerokości tematyki (z wyłączeniem kilku sfer życia, o których była mowa na początku), została wymieniona również jego konsekwencja (podczas lektury czytelnik nie ma poczucia zbędności żadnych wątków; jeden z uczestników opisał to słowami, że w książkach Lema nic by nie poprawił ani nie wykreślił), umiejętność przekrojowego, analitycznego spojrzenia na rzeczywistość oraz obecność w jego książkach sytuacji, które „wbijają w fotel”, nokautują intelektualnie. Dla niektórych dyskutantów ważną cechą dobrej literatury okazała się też możność identyfikacji z bohaterami, i ta cecha również została doceniona u Lema: postaci takie, jak pilot Pirx czy protagoniści „Śledztwa” i „Powrotu z gwiazd”, zostały uznane za bohaterów wysoce „identyfikowalnych”.

Nadal jednak wielki

I wreszcie, o wartości Lemowych utworów świadczy chyba fakt, że wciąż pojawiają się możliwości odczytania ich na nowe sposoby. Przykładowo, przywołana przez jednego z dyskutantów, wydana niedawno książka Agnieszki Gajewskiej pt. „Zagłada i gwiazdy”, analizująca obecne w prozie Lema nawiązania do traum związanych z II wojną wojną światową, niejednego już czytelnika skłoniła do deklaracji, że tak naprawdę dotąd nie wiedział o Lemie nic i teraz musi wszystkie jego książki odczytać na nowo. Wychodzi więc na to, że nawet jeśli twórczość autora „Solaris” nieco poodbrązawiać, na końcu i tak okaże się, że nadal ma ona potencjał, by dostarczać nam intelektualnej stymulacji i chyba jeszcze przez długi czas czytelnicy będą z nią mieli co robić.

Notka z I spotkania Koła Miłośników Literatury Papierowej „Noosfera” przy Klubie Fantastyki „Druga Era”, Poznań 3 grudnia 2016r. Tekst powstał pod redakcją Agnieszki Magnuszewskiej.

1  T. S. Eliot. Kto to jest klasyk i inne eseje. Kraków 1998.

2 J. Jarzębski. „Przypadek i wartości (O aksjologii Stanisława Lema” [w:] tegoż, Wszechświat Lema. Kraków 2003.

Fantastyczny organizator z 20-letnim stażem w Klubie Fantastyki Druga Era. Fan literatury sf i seriali. Pół Poznaniak. Fotograf – amator z zacięciem kronikarskim, kajakarz, biegacz. Z zawodu zarządca nieruchomości.