Ostatnimi czasy niezwykle popularną formą seriali stały się historie o superbohaterach. Uniwersum Marvela rozrosło się do niebotycznych rozmiarów dzięki takim produkcjom jak „Agenci T.A.R.C.Z.Y.” czy kolejnym tytułom ze stajni Netflixa.

Były one ciepło przyjmowane przez komiksowych maniaków, jednak dystans do ścisłej czołówki i branżowych nagród wciąż pozostawał dość spory. Przez długi czas nie udało się stworzyć adaptacji historii o ludziach obdarzonych mocą, które mogłyby stać się wyznacznikiem, jak należy robić seriale. I tu wchodzi Noah Hawley ze swoim „Legionem”.

Geneza Legiona

David Haller (Dan Stevens) jest pacjentem szpitala psychiatrycznego. Diagnoza – schizofrenia. Monotonny czas w placówce spędza ze swoją przyjaciółką Lenny Busker (idealnie dopasowana do tej roli Aubrey Plaza), którą zna z czasów, gdy eksperymentował z narkotykami. Poznajemy go w momencie przesłuchania w sprawie zaginięcia jednej z pacjentek – Sydney „Syd” Barrett (Rachel Keller). Podczas rozmowy okazuje się, że posiada on nadludzkie moce. Od samego początku przesłuchanie nie układa się po myśli tak pytających, jak i pytanego. To dopiero pierwszy odcinek, a już pojawia się niespodziewany zwrot akcji – ten zabieg stanie się zresztą znakiem rozpoznawczym całego serialu. Efekt jest taki, że Syd wraz z uzbrojonym zespołem odbija Davida, który trafia do ośrodka dla mutantów prowadzonego przez Melanie Bird (Jean Smart). Tam na jaw wychodzi fakt, że główny bohater nie jest chory – zamiast tego odkrywa, że w jego umyśle – niczym pasożyt – gnieździ się inny potężny mutant. David podejmuje więc nierówno walkę – nie tylko ze swoim umysłem, ale także z rządem, który nie cofnie się przed niczym, aby zdobyć potężną broń, jaką jest sam Haller. Musi też zmierzyć się ze swoją przeszłością, która okazuje się różnić od jego wspomnień.

Więcej niż tylko główna postać

„Legion” to jednak nie tylko wciągający główny wątek. Świetnie napisane są także postaci drugoplanowe. Oprócz wymienionych wcześniej Syd, Lenny i Bird poznajemy również Cary’ego i Kerry Loudermilków (Bill Irwin i Amber Midthunder) – parę bliźniaków o dość nietypowej relacji, Ptonomy’ego Wallace’a (Jeremie Harris), eksperta od przeszukiwania pamięci czy Olivera Birda, męża Melanie, który uwięziony jest w przestrzeni astralnej. Doczekaliśmy się wreszcie pełnokrwistych antagonistów. Mackenzie Gray w roli Oka jest zimnym draniem, niecofającym się przed niczym, by osiągnąć powierzone mu zadanie. Im dalej zagłębiamy się w historię, tym więcej informacji o jego przeszłości otrzymujemy i dowiadujemy się, co go napędza do działania. Jeszcze większą głębię posiada Przesłuchujący (Hamish Linklater). Pojawia się już w pierwszym odcinku i raczej niczym się nie wyróżnia, w zaskakujący sposób powraca jednak pod koniec sezonu. Show wszystkim postaciom kradnie jednak Lenny. Aubrey Plaza pokazuje po raz kolejny, po Parks and Recreation, że najlepiej radzi sobie w roli osób pokręconych psychicznie.

legion marvel

Dan Stevens jako Legion

Kunszt Noah Hawleya

Nie można zapomnieć o dyrygencie tej całej orkiestry. Noah Hawley pokazuje, że obecnie – parafrazując klasyka – jest królem seriali jak lew jest król dżungli. Po fenomenalnej serialowej adaptacji „Fargo” braci Coenów kolejny raz pokazuje, że przenoszenie na telewizyjny ekran kultowych historii to coś, w czym czuje się jak ryba w wodzie. W „Legionie” udało mu się połączyć ze sobą tak, wydawać by się mogło, odległe gatunki jak science-fiction, musical, a nawet kino nieme. Znaleźć można też wiele odniesień do innych dzieł kultury – zwłaszcza w przedostatnim odcinku, gdzie żywcem przeniesiony został motyw z okularami z „Oni żyją” Johna Carpentera. To wszystko zostało okraszone solidną dawką psychodelii, w czym pomogły niezłe efekty specjalne, ale przede wszystkim świetna praca kamery i montaż oraz muzyka. Twórcy świadomie pogrywają z widzem, który wraz z bohaterami z początku jest zagubiony i powoli zaczyna rozumieć otaczającą rzeczywistość. To coraz mocniej rozwijający się trend w świecie srebrnego ekranu, podobnie działanie miało miejsce w „Westworld”.

Nie tylko dla fanów komiksu

Czy „Legion” to serial wyłącznie dla fanów komiksów? Ależ skąd! Moce bohaterów są kluczowe dla całej fabuły, jednak to przede wszystkim historia ludzi odrzuconych, którzy walczą nie tylko z całym światem, ale przede wszystkim z własnymi problemami. Dawno nie było w telewizji historii z postaciami o tak pokrzywionych życiorysach, nie tylko w serialach superbohaterskich. Wiadomo już, że powstanie drugi sezon. Zakończenie pierwszego każe spodziewać się jeszcze większej jazdy po bandzie. Zaskoczeniem będzie, jeżeli „Legion” nie otrzyma deszczu nominacji do branżowych nagród. Biorąc pod uwagę, że już w kwietniu wychodzi trzeci sezon „Fargo” (dwa wcześniejsze były absolutnie genialne), może się okazać, że największym zwycięzcą w tym roku będzie Noah Hawley. Jeszcze niedawno można by przewidywać, że po tylu udanych dziełach zostanie przejęty przez Hollywood. Przy obecnym rozwoju seriali nie trzeba się tego obawiać, tylko trzymać kciuki za kolejne jego dzieła na małym ekranie.

Spoiler alert – „Legion” to Marvel, nie wyłączajcie ostatniego odcinka w trakcie napisów.

Miłośnik starej trylogii SW i LOTR, który żałuje, że wciąż nikt nie nakręcił ekranizacji Hobbita. Jego ukochany film SF to Plan dziewięć z kosmosu. Motto życiowe: „jeszcze tylko jeden odcinek i biorę się za robotę”