Iwona Michałowska
WINNICZEK I UZURPATORZY
Ta książka zawdzięcza swoje istnienie wielu innym książkom, które przeczytałam, a nawet kilku takim, których nie przeczytałam. Autorom ich wszystkich składam podziękowanie za nieustanne przekonywanie mnie, że świat nie jest taki, jak chcieliby uzurpatorzy.
Niedoścignionym wzorem w sztuce bajkopisania pozostaje dla mnie Michael Ende.
ROZDZIAŁ I
WINNICZEK
W szarym, smutnym szpitalu na białym, smutnym, obrzydliwie wielkim łóżku leżał chłopiec. Strażnik Dark znał go z widzenia. Wiedział, że chłopiec ma na imię Winniczek i jest bardzo ciężko chory. Przywieziono go wczoraj i od razu zabrano na salę operacyjną, by odciąć garb, który wyrósł mu na plecach. Teraz Winniczek leżał z zabandażowanym tułowiem i majaczył w gorączce. Wciąż był nieprzytomny. Dark czekał, aż oprzytomnieje i podniesie głowę, bo bardzo chciał zobaczyć jego twarz.
Dark był młody, nie miał jeszcze dwudziestu lat. Po śmierci ojca wyruszył w świat w poszukiwaniu pracy, by zarobić na chleb dla chorej matki i młodszego brata Eryka. Trafił do tego szpitala i zatrudnił się jako strażnik. Jego zadaniem było pilnowanie, żeby pacjenci nie robili krzywdy sobie ani innym i żeby nie uciekali ze szpitala. Wytłumaczono mu, że niektórzy z tych biednych ludzi nie zdają sobie sprawy, iż wymagają stałej opieki i umarliby, gdyby ich pozostawiono samym sobie. Dark zastanawiał się, po co właściwie ktoś miałby uciekać ze szpitala. To prawda, że było tu szaro, zimno i smutno, ale czy na zewnątrz było inaczej?
Z tęsknotą wspominał dzieciństwo – czas, w którym żył tata. W rodzinie Darka nie było wówczas biedy, a życie wydawało się nieprzerwanym pasmem radości i beztroski. Świat mienił się tysiącami barw, magia wyglądała z każdego kąta, wszystko promieniowało miłością i życzliwością. Dark popatrzył na leżącego chłopca i zawstydził się. Powinien być zadowolony, że jest zdrowy i może pracować, gdy tylu innych los dotknął chorobą i cierpieniem.
Potrząsnął głową, by odgonić myśli, i ruszył na obchód sal. Wszędzie panowała cisza. Zapowiadała się spokojna noc. Może nawet będzie mógł się trochę przespać. Na każdym oddziale straż pełniło jednocześnie dwóch ludzi, ale kiedy nic niepokojącego się nie działo, czuwali na zmianę, dając sobie czas na odrobinę odpoczynku. Ostatnio jednak takie noce zdarzały się coraz rzadziej. Szpital był przepełniony, w zatłoczonych salach zaczynało brakować miejsca, pacjenci stawali się coraz bardziej nerwowi i zrzędliwi. I coraz bardziej chorzy.
– Już rok temu mieli otworzyć nowe skrzydło – odezwał się jego współwartownik. Stał oparty o ścianę i rysował w powietrzu kółka trzymanym w dłoni pistoletem.
– Po co wyjąłeś broń?
Strażnik wzruszył ramionami.
– Od czasu do czasu trzeba ich postraszyć, żeby czuli respekt.
– Przestań. To chorzy ludzie.
– Chorzy i chorzy. Wszyscy jesteśmy chorzy. Świat jest chory. Nie widzisz, co się tu dzieje? Czy ktoś kiedyś opuścił to miejsce? To nie szpital, bracie, to więzienie. Nie wiem, dlaczego nie dają nam ostrej amunicji. Pewnie się boją, że ich powystrzelamy. Chętnie bym to zrobił, tyle że wtedy...
– Nie miałbyś pracy.
– Właśnie. – Strażnik wykrzywił usta. – Idź spać, Dark. Obudzę cię o trzeciej.
– Nie, to ty idź – zaprotestował Dark. – Miałeś ciężki dzień.
– Jak chcesz. – Jego towarzysz wzruszył ramionami, schował pistolet do kabury i powlókł się do dyżurki. Nim zniknął za drzwiami, odwrócił się jeszcze i powiedział: – Z tym nowym będą kłopoty.
– Dlaczego tak sądzisz?
– Po prostu to czuję. Zbyt długo tu pracuję, by ich nie rozpoznawać. Widziałem jego twarz, gdy go przywieźli. On umie się uśmiechać, Dark. Wszyscy, którzy potrafią się uśmiechać, prędzej czy później sprawiają nam kłopoty. – Po tych słowach strażnik zamknął za sobą drzwi dyżurki.
Dark pozostał na korytarzu, zastanawiając się, czy operacja nie zabiła uśmiechu w chłopcu imieniem Winniczek.
|