Ekatarina Sedia, „Tajemna historia Moskwy” Tłumaczenie Maria Gębicka-Frąc Wydawnictwo Mag, Warszawa 2008
Wycenione na: 2 SMOKI Recenzent: Magdalena „Pyskata” Matuszewska, KF Druga Era
Przyznaję, dałam się nabrać. Entuzjastyczne recenzje („rosyjskie Nigdziebądź”!), ładna szata graficzna, ciekawe pierwsze zdanie… I nic. Nic! Tłumaczenie dobre, trafiają się zdania-perełki, ale to niczego nie zmienia. Drugi i trzeci rozdział przeczytałam jeszcze siłą rozpędu, potem zaczęłam kartkować, aż do ostatnich akapitów. Nuuuda. Dramatis personae: schizofreniczka poszukująca zamienionej w ptaka siostry, malarz-alkoholik, policjant, Cyganka (a dalej cały tabor Cyganów z nieodłącznym niedźwiedziem), Żydzi podczas pogromu, szczury oraz ruska mafia. Bohaterowie są płascy jak deski do prasowania, ich problemy i sposoby rozwiązywania tychże niezajmujące w najmniejszym stopniu. Reprezentację „magicznego świata Moskwy” można ująć w zdaniu – co za dużo, to niezdrowo. Mamy tu i rusałki, i niebiańską krowę, i Dziadka Mroza. Element historyczny (historyczno-magiczny?) zapewniać ma żona dekabrysty i zaginiony przed półwieczem dziadek-Anglik. Są jeszcze i ptaki, ale znany z wielu baśni motyw ptasio-siostrzany, który miał być tu chyba przewodnim, dałoby się ująć w jednym zgrabnym opowiadanku (zatytułowanym na przykład „Kałuża”). Tyle dobrych pomysłów tu zaprzepaszczono!
Po „tygodniu z rosyjską fantastyką”, czyli po czterech częściach „Patrolu” Łukjanienki, na koniec taka zgaga…
|